Jak przygotować etykietę produktu spożywczego zgodnie z prawem: praktyczny przewodnik dla producentów i importerów

0
99
2.7/5 - (4 votes)

Nawigacja:

Historia z magazynu: skąd biorą się problemy z etykietą

Krótka scenka – jedna źle opisana partia i cały dzień stracony

Ciężarówka z nową linią przekąsek zatrzymuje się pod magazynem. Zespół sprzedaży już zaciera ręce, bo duża sieć obiecała ekspozycję „na wejściu”. Magazyn otwiera pierwszą paletę i po minucie zapada cisza: na opakowaniu brak polskiej etykiety, a na zbiorczym kartonie jest tylko robocza naklejka producenta z zagranicy.

W ciągu kilku godzin plan dnia rozsypuje się kompletnie. Trzeba wstrzymać wysyłkę, zadzwonić po agencję, dogadać szybkie tłumaczenie, zaprojektować tymczasową etykietę i zorganizować ekipę do ręcznego oklejania. Koszt? Kilkanaście godzin pracy ludzi, opóźnienia w dostawie do klienta, ryzyko utraty miejsca na półce i nerwowe poprawki robione na telefonie, zamiast spokojnej, przemyślanej pracy.

Źródłem takiej sytuacji bardzo rzadko jest „pech”. Najczęściej to efekt kopiowania cudzych etykiet, braku znajomości wymagań lub przekonania, że etykieta to tylko „ładna naklejka”, którą dopina się na końcu. Gdy do gry wchodzi rozporządzenie 1169/2011 oznakowanie, ustawy krajowe, a do tego oczekiwania sieci handlowych, spontaniczne łatanie problemów na magazynie przestaje być realnym rozwiązaniem.

Morał jest prosty: etykieta produktu spożywczego to element procesu produkcyjnego i sprzedażowego, a nie kosmetyczny dodatek. Kto traktuje ją jak dekorację, prędzej czy później trafia na kontrolę Sanepidu lub IJHARS albo – delikatniejszy, ale bolesny – zwrot towaru od kluczowego klienta.

Pojemniki z prażonymi orzechami nerkowca ustawione na sklepowej półce
Źródło: Pexels | Autor: Haberdoedas Photography

Podstawy prawne: z czym w ogóle trzeba się liczyć

Najważniejsze akty – polskie i unijne

Punktem wyjścia dla oznakowania środków spożywczych w całej Unii Europejskiej jest rozporządzenie (UE) nr 1169/2011 w sprawie przekazywania konsumentom informacji na temat żywności. To ono określa, jakie obowiązkowe informacje na etykiecie żywności muszą się znaleźć, jak je prezentować i w jakiej formie. Dla producenta lub importera to dokument, który powinien być znany przynajmniej na poziomie praktycznym – jakie są rozdziały, gdzie jest lista obowiązkowych elementów, jakie są ogólne zasady dotyczące czytelności i wprowadzania w błąd.

Na poziomie krajowym kluczowa jest ustawa o bezpieczeństwie żywności i żywienia, która określa ogólne zasady produkcji, wprowadzania do obrotu i nadzoru nad żywnością w Polsce. Wspierają ją liczne rozporządzenia wykonawcze dotyczące konkretnych kategorii produktów, np. kakao i czekolady, dżemów i konfitur, miodu, wyrobów mlecznych, mieszanek przyprawowych, pieczywa czy wód butelkowanych. Do tego dochodzą akty branżowe (np. wytyczne KOWR dla produktów tradycyjnych, akty dotyczące rolnictwa ekologicznego) oraz przepisy o znakowaniu napojów alkoholowych.

Przy niektórych kategoriach produktów spożywczych wchodzi w grę także prawo farmaceutyczne lub przepisy o żywności specjalnego przeznaczenia medycznego. Dotyczy to choćby suplementów diety, które – choć formalnie są żywnością – podlegają dodatkowemu zgłoszeniu do GIS i mają swoje specyficzne zasady oznakowania (np. obowiązek ostrzeżeń i zakaz przypisywania im właściwości leczniczych).

Dodatkowe regulacje dla wybranych kategorii produktów

Standardowe wymogi z rozporządzenia 1169/2011 to baza, ale nie wystarczą przy wielu kategoriach. Przykładowe obszary, gdzie trzeba sięgnąć głębiej:

  • Suplementy diety – odrębne przepisy dotyczące oznakowania, wymagane ostrzeżenia typu: „Suplement diety nie może być stosowany jako substytut zróżnicowanej diety…” oraz zakaz sugerowania leczenia chorób.
  • Produkty mięsne i rybne – szczególne regulacje dotyczące nazw (np. „kiełbasa”, „szynka”), zawartości mięsa, dodatków oraz znakowania kraju pochodzenia i miejsca hodowli/ubojni w przypadku mięsa świeżego.
  • Wyroby czekoladowe i cukiernicze – przepisy określające, kiedy można użyć nazwy „czekolada”, jakie są minimalne zawartości kakao lub tłuszczu kakaowego.
  • Napoje alkoholowe – inne zasady oznaczania zawartości alkoholu, specyficzne nazwy zastrzeżone (np. „wino”, „wódka”), a także ograniczone wymagania co do tabeli wartości odżywczej.
  • Żywność specjalnego przeznaczenia (np. dla niemowląt, żywność medyczna) – bardzo szczegółowe regulacje co do składu, przeznaczenia, oświadczeń zdrowotnych i sposobu prezentacji informacji.

Bez sprawdzenia regulacji szczególnych łatwo wpaść w pułapkę: produkt jest zasadniczo „zgodny” z 1169/2011, ale nie spełnia wymagań aktu szczególnego i nie powinien być w ogóle sprzedawany pod przyjętą nazwą.

Gdzie szukać aktualnych wytycznych i interpretacji

Kto formalnie „podpisuje się” pod etykietą i w jakich sytuacjach

Producent, dystrybutor, importer – podział ról

Prawo żywnościowe nie pyta, kto zrobił grafikę etykiety ani kto fizycznie drukował opakowanie. Interesuje je „podmiot odpowiedzialny za informację na temat żywności”. Zwykle jest to producent, ale może nim być również pakujący, dystrybutor czy importer – wszystko zależy od tego, czyj nazwa i adres widnieją na etykiecie.

Jeżeli na opakowaniu jest dane polskiego dystrybutora, to w relacji z organami to on jest „twarzą” produktu, nawet jeśli towar powstał w zupełnie innym kraju. Podmiot odpowiedzialny odpowiada za to, aby tłumaczenie etykiet żywności na język polski było rzetelne, aby nazwa produktu spożywczego była prawidłowa, a skład, alergeny i daty podane zgodnie z przepisami i stanem faktycznym.

W praktyce często wygląda to tak: mały producent zleca projekt etykiety agencji, agencja opiera się na „starych” wzorach lub etykietach konkurencji, a potem – po kontroli – wszyscy szukają winnego. Tymczasem dla Sanepidu lub IJHARS odpowiedzialny jest ten, kto jest wskazany na opakowaniu jako producent lub dystrybutor, a nie grafik czy konsultant.

Produkcja na zlecenie i marki własne sieci handlowych

Coraz więcej produktów powstaje w systemie private label. Fabryka produkuje tę samą recepturę pod różne marki – swoją i klientów. Z punktu widzenia prawa żywnościowego istotne jest, czy na etykiecie będzie nazwa fabryki z dopiskiem „wyprodukowano dla…”, czy jedynie dane właściciela marki. Każde z rozwiązań ma konsekwencje dla odpowiedzialności.

Przykładowo: jeżeli na opakowaniu widnieje wyłącznie sieć handlowa, to w relacji z organami to ona odpowiada za prawidłowe oznakowanie środków spożywczych. Fabryka pełni wówczas rolę podwykonawcy, ale sygnalizuje błędy, które widzi, bo w razie poważnej niezgodności może odpowiadać również na podstawie innych przepisów (np. o bezpieczeństwie produktu). W praktyce sieci często narzucają własne standardy etykietowania, wykraczające ponad minimum prawne.

W przypadku produkcji kontraktowej dobrym rozwiązaniem jest jasne uregulowanie w umowie, kto przygotowuje treść etykiety, kto ją weryfikuje pod kątem prawa żywnościowego i kto akceptuje finalną wersję tekstową, zanim trafi ona do projektu graficznego. Taki prosty zapis potrafi później oszczędzić wielu sporów i nerwów.

Importer z krajów trzecich – szczególne obowiązki

Jeżeli produkt wjeżdża spoza UE, importer jest w praktyce pierwszym podmiotem w łańcuchu odpowiedzialności na terenie Unii. To on odpowiada za to, by:

  • sprawdzić skład i parametry produktu względem wymogów unijnych (np. zakazane substancje, dopuszczalne dodatki, poziomy zanieczyszczeń);
  • przygotować kompletną etykietę po polsku, nie tylko „przetłumaczyć, jak jest”, ale dostosować ją do przepisów UE;
  • zapewnić, że tłumaczenie etykiet żywności na język polski obejmuje wszystkie obowiązkowe elementy, nawet jeśli na oryginalnej etykiecie ich brakuje;
  • uzgodnić z zagranicznym producentem ewentualne zmiany w nazwie, składzie czy deklaracjach (np. oświadczenia żywieniowe „high protein”, „sugar free”).

Najczęstszy błąd importerów to założenie, że „skoro produkt jest sprzedawany w innym kraju, to znaczy, że jest zgodny z unijnym prawem”. To nie musi być prawda – poza UE obowiązują inne zasady, a także w obrębie Unii istnieją wymagania krajowe, których producent z innego państwa członkowskiego może nie znać.

Przykładowy schemat odpowiedzialności

Wyobraźmy sobie układ: producent kontraktowy z jednego kraju UE, właściciel marki w Polsce i importer sprowadzający produkt z magazynu centralnego w innym państwie. Na etykiecie ma się pojawić nazwa właściciela marki jako „producenta”, a importer ma być widoczny tylko na dokumentach handlowych.

W takiej konfiguracji z punktu widzenia organów kontrolnych to właściciel marki odpowiada za etykietę. Producent kontraktowy odpowiada za zgodność produktu z deklarowanym składem, a importer – za formalności celne i logistykę. Jeżeli jednak kontrola stwierdzi rozbieżność między deklarowanym a faktycznym składem, w grę może wejść odpowiedzialność całego łańcucha. Dlatego zanim grafik dostanie „finalny tekst”, musi być jasne, kto go przygotował, kto go zatwierdza i kto później występuje jako podmiot odpowiedzialny.

Słoik niemieckiego miodu kwiatowego na słomie obok innych słoików
Źródło: Pexels | Autor: Maximilian Müller

Obowiązkowe informacje na etykiecie – „checklista minimum”

Co musi znaleźć się na każdej etykiecie żywności

Rozporządzenie 1169/2011 wymienia zestaw informacji, które co do zasady muszą znaleźć się na każdej etykiecie produktu spożywczego. W praktyce oznacza to, że zanim ktokolwiek otworzy program graficzny, potrzebna jest lista obowiązkowych elementów do umieszczenia na opakowaniu. Typowa checklista obejmuje:

  • nazwę środka spożywczego (nie mylić z nazwą marketingową lub marką);
  • wykaz składników (składniki w kolejności malejącej według masy, z wyróżnieniem alergenów);
  • składniki lub substancje powodujące alergie lub reakcje nietolerancji (wyróżnione w wykazie składników, np. pogrubieniem);
  • ilość niektórych składników lub kategorii składników (QUID) – np. procent truskawek w jogurcie „truskawkowym”;
  • ilość netto (w gramach, kilogramach, mililitrach, litrach);
  • data minimalnej trwałości („Najlepiej spożyć przed…”) lub termin przydatności do spożycia („Należy spożyć do…”);
  • warunki przechowywania i/lub użytkowania, jeśli bez nich produkt może się szybko zepsuć lub nie będzie można go bezpiecznie użyć;
  • nazwę lub firmę i adres podmiotu odpowiedzialnego za informację na temat żywności;
  • kraj lub miejsce pochodzenia, jeżeli brak tej informacji mógłby wprowadzić konsumenta w błąd lub gdy jest to wymagane szczególnymi przepisami;
  • instrukcję użycia, jeśli bez niej trudno właściwie użyć produkt (np. sposób przyrządzenia owsianki instant, zalecany sposób podania mrożonej pizzy);
  • rzeczywistą objętość alkoholu (w % obj.) – dla napojów o zawartości alkoholu powyżej określonego progu;
  • informację o wartości odżywczej – tabela wartości odżywczej na 100 g/ml, ewentualnie także na porcję;
  • wszelkie ostrzeżenia i dodatkowe obowiązkowe komunikaty wynikające z przepisów szczególnych (np. dla kofeiny, słodzików, substancji dodatkowych).

Jakie informacje bywają dodatkowo wymagane przez przepisy szczegółowe

Projekt etykiety wyglądał idealnie: piękne zdjęcia, mocne hasła, tabela wartości odżywczej jak z podręcznika. Kontrola zajrzała do środka opakowań i… zatrzymała partię, bo na napoju energetycznym brakowało ostrzeżenia dotyczącego kofeiny. Klienta nie interesowało, że „przecież wszystko było w briefie marketingowym”.

Poza ogólnymi wymaganiami z rozporządzenia 1169/2011 istnieje cała „nakładka” przepisów szczegółowych, które wymuszają dodatkowe komunikaty na etykiecie. Dotyczy to przede wszystkim:

Przepisy w obszarze prawa żywnościowego zmieniają się stosunkowo często, a dodatkową trudnością są interpretacje organów, które potrafią różnić się między krajami. Praktyczne źródła informacji to:

  • strony GIS oraz IJHARS – komunikaty, wytyczne, ostrzeżenia, informacje o nieprawidłowych etykietach;
  • portale i bazy aktów prawnych UE (EUR-Lex) – teksty rozporządzeń, nowelizacje, decyzje wykonawcze;
  • opracowania i poradniki branżowe, np. serwisy specjalistyczne poświęcone temu, jak stosować więcej o etykiety w praktyce;
  • opinie EFSA i Komisji Europejskiej – szczególnie przy oświadczeniach żywieniowych i zdrowotnych

Im wcześniej w procesie projektowania opakowania zostaną skonfrontowane wymagania klienta, działu marketingu i aktualne przepisy, tym mniejsze ryzyko, że gotowy druk pójdzie do kosza po pierwszej uwadze kontrolera.

  • napojów energetycznych i produktów z podwyższoną zawartością kofeiny – obowiązek komunikatu typu „Wysoka zawartość kofeiny. Niewskazany dla dzieci, kobiet w ciąży i karmiących piersią” wraz z podaniem zawartości kofeiny w mg/100 ml lub 100 g;
  • produktów zawierających słodziki – np. „zawiera substancję słodzącą/ substancje słodzące” albo „zawiera cukier i substancję słodzącą”;
  • wyrobów z dodatkiem poliole – np. gum do żucia bez cukru, batony proteinowe – komunikat „spożycie w nadmiernych ilościach może mieć efekt przeczyszczający”;
  • produktów z fitosterolami/stanolami roślinnymi – obowiązkowy zestaw ostrzeżeń i wskazówek dot. grup konsumentów, dziennego spożycia, informacji, że produkt jest przeznaczony wyłącznie dla osób chcących obniżyć poziom cholesterolu;
  • koncentratów białkowych, suplementów diety, naparów ziołowych – odrębne przepisy krajowe lub unijne mogą nakładać szczególne formuły ostrzegawcze, limity oświadczeń czy zasady kierowania produktu do określonych grup;
  • środków spożywczych dla określonych grup (żywność dla niemowląt, żywność specjalnego przeznaczenia medycznego) – rozbudowane katalogi obowiązkowych sformułowań, często w ściśle określonych brzmieniach.

Jeżeli produkt „wchodzi” w którąś z tych kategorii, tekst etykiety trzeba budować nie tylko z ogólnej checklisty, ale także z listy dodatkowych wymogów. Brak jednego zdania potrafi przesądzić o uznaniu etykiety za wprowadzającą w błąd.

Rozmieszczenie i czytelność – nie tylko co, ale i jak

Podczas audytu w dużej hali magazynowej inspektor wziął do ręki słoik z pastą warzywną. Wszystko było: skład, data, waga. Problem w tym, że data przydatności została „schowana” pod zakładką etykiety, a wielkość czcionki w tabeli żywieniowej była mniejsza niż dopuszczalne minimum. Skończyło się na wstrzymaniu dostaw, bo „przepisów się nie czyta lupą”.

Rozporządzenie 1169/2011 nie ogranicza się do listy informacji – narzuca też wymogi dotyczące ich prezentacji. Kilka kluczowych zasad, które opłaca się wdrożyć już na etapie projektu graficznego:

  • minimalna wielkość czcionki – dla większości obowiązkowych informacji wysokość x liter (bez wydłużeń) nie może być mniejsza niż 1,2 mm, a dla małych opakowań do określonej powierzchni – 0,9 mm;
  • kontrast – tekst musi być czytelny na tle grafiki, co oznacza realny kontrast kolorów, a nie tylko „wizualnie ładny” efekt; drobne szare litery na transparentnej etykiecie na tle ciemnego sosu to proszenie się o kłopoty;
  • pole widzenia – część informacji (np. nazwa, ilość netto, zawartość alkoholu) musi znaleźć się w tym samym polu widzenia, czyli być dostrzegalna bez obracania opakowania;
  • spójność językowa – wszystkie obowiązkowe informacje dla konsumenta w Polsce muszą być w języku polskim; dopuszczalne są wersje wielojęzyczne, o ile treści są równoważne;
  • brak „przeładowania” jednego miejsca – drobna, upchana tabela wartości odżywczej i skład na jednej ściance często łamią wymogi czytelności; lepiej rozłożyć treści na kilka paneli etykiety.

Dla kontrolera liczy się efekt: konsument ma być w stanie bez wysiłku znaleźć i odczytać najważniejsze informacje. Jeżeli trzeba obracać opakowaniem w dłoni i ściskać oczy, argument „ale to było w pliku PDF bardzo wyraźne” nie zadziała.

Współpraca z działem marketingu – jak uniknąć „upiększeń” sprzecznych z prawem

Na jednym z warsztatów marketing pokazał projekt nowej linii batonów: „superfood”, „detox”, „zero sugar guilt”, „bez wyrzutów sumienia”. Prawnik żywnościowy spojrzał i zapytał: „a jakie oświadczenia zdrowotne zostały zatwierdzone dla tej receptury?”. Zapadła cisza.

Etykieta jest narzędziem sprzedaży, ale jej fundamentem są przepisy. Kilka zasad, które pomagają pogodzić kreatywność z wymogami prawa:

  • najpierw treść merytoryczna, potem hasła – najpierw powstaje poprawny opis produktu (nazwa, skład, dane obowiązkowe), a dopiero na tym szkielecie buduje się komunikację marketingową;
  • lista „zakazanych słów” dla danej kategorii – zespół powinien wiedzieć, że w przypadku żywności nie stosuje się obietnic typu „leczy”, „zapobiega”, „zwalcza choroby”, jeśli nie jest to przewidziane w szczególnych przepisach;
  • sprawdzenie oświadczeń żywieniowych i zdrowotnych w unijnym rejestrze – każde „źródło białka”, „wysoka zawartość błonnika”, „obniża cholesterol” ma swoje warunki stosowania, które muszą być spełnione recepturą;
  • zachowanie proporcji między treścią obowiązkową a marketingową – „krzykliwe” hasło nie może przykrywać lub neutralizować komunikatu ostrzegawczego (np. w napoju energetycznym);
  • wewnętrzna procedura akceptacji – ostateczna wersja tekstu etykiety przechodzi przez osobę odpowiedzialną za zgodność z prawem (specjalista ds. jakości, prawnik, technolog), a nie kończy się na grafiku.

Im wcześniej dział marketingu zrozumie, jakie są granice prawne, tym mniej konfliktów i kosztownych przeróbek opakowań. Często wystarczy lekka zmiana sformułowania, żeby przekaz pozostał atrakcyjny, a jednocześnie bezpieczny pod kątem regulacji.

Etykieta a sprzedaż online – co musi być widoczne w e-sklepie

Przy zamówieniu internetowym konsument kliknął na „wegańskie burgery” i dopiero po dostawie przeczytał, że produkt „może zawierać śladowe ilości jaj”. Dla alergika to różnica kluczowa. Sklep tłumaczył, że „przecież wszystko jest na opakowaniu”, ale organom to nie wystarczyło.

Przepisy unijne wymagają, aby w sprzedaży na odległość (e‑sklep, platforma marketplace, aplikacja) zasadnicza część informacji z etykiety była dostępna przed zakupem. W praktyce oznacza to, że na stronie produktu – zanim klient wrzuci go do koszyka – powinny być widoczne co najmniej:

Jeśli interesują Cię konkrety i przykłady, rzuć okiem na: Jak ułożyć proces wprowadzania nowego produktu, by wcześnie wychwycić ryzyka prawne.

  • nazwa środka spożywczego w brzmieniu prawnym, a nie tylko nazwa marketingowa;
  • wykaz składników z wyróżnionymi alergenami;
  • masa/objętość netto (np. 500 g, 6 x 250 ml);
  • warunki przechowywania (zwłaszcza przy produktach chłodzonych i mrożonych);
  • dane podmiotu odpowiedzialnego (nazwa, adres);
  • wartość odżywcza – jeśli jest obowiązkowa na etykiecie fizycznej, powinna być dostępna również online;
  • wszelkie ostrzeżenia i dodatkowe komunikaty (np. kofeina, słodziki, poliole).

Data minimalnej trwałości lub termin przydatności mogą być podane przy dostawie (np. na opakowaniu), ale coraz częściej duże sieci podają orientacyjne daty także w opisie produktu. Unika się w ten sposób reklamacji typu „przysłali mi towar z datą ważności za tydzień”.

Dla producenta współpracującego z e‑sklepami praktyczne rozwiązanie to przygotowanie „karty produktu” w formie pliku z kompletem obowiązkowych danych, które partner handlowy wkleja do swojego systemu. Zmiana etykiety (np. nowy skład) powinna zawsze iść w parze z aktualizacją treści w kanale online.

Kontrola wewnętrzna etykiet – prosty system, który ogranicza ryzyko

W małej przetwórni lokalnej po trzeciej poprawce etykiety właściciel zdecydował, że „od teraz wszystko będę sprawdzał sam”. Efekt był taki, że w ferworze sezonu ogórkowego sam… przeoczył brak oznaczenia alergenu w jednym z przetworów zawierających musztardę.

Nawet w niewielkiej firmie opłaca się wdrożyć minimalny system weryfikacji etykiet. Nie musi to być rozbudowane ISO – wystarczy prosty, powtarzalny schemat:

  • checklista obowiązkowych elementów – jedna tabela lub formularz, który każda nowa etykieta musi „zaliczyć”; można rozpisać ją na kolumny: „jest/nie ma/uwagi”;
  • sprawdzenie spójności z recepturą – osoba odpowiedzialna za produkcję (technolog, kierownik zmiany) potwierdza, że deklarowany skład i zawartość procentowa kluczowych składników odpowiadają rzeczywistej recepturze;
  • kontrola graficzna – przegląd proofa drukarskiego pod kątem czytelności, wielkości czcionek i poprawnego rozmieszczenia informacji; często na tym etapie wychodzą błędy typu przycięta data lub numer partii;
  • archiwizacja wersji – każda etykieta (plik lub zdjęcie gotowego opakowania) trafia do katalogu z numerem wersji, datą wprowadzenia i krótką notatką, co zmieniono; ułatwia to tłumaczenie się przy kontroli i przy wycofaniach;
  • „zasada czterech oczu” – ostateczna akceptacja nie może być jednoosobowa; drugi podpis (np. z jakości lub R&D) wyłapuje część pomyłek.

Kilka prostych kroków przed wysłaniem plików do drukarni zwykle kosztuje mniej niż jedna wstrzymana partia towaru lub akcja przepakowywania w magazynie.

Kiedy nazwa marketingowa może wprowadzać w błąd

Na półce stoi produkt opisany wielkim fontem jako „masło roślinne”. Pod spodem, znacznie mniejszym drukiem: „miks tłuszczowy zawierający oleje roślinne”. Konsument kupuje, bo „masło”, a dopiero w domu próbuje uzyskać z tego klasyczne klarowane masło do smażenia. Skargi do producenta są nieuniknione.

Nazwa marketingowa (handlowa) może pojawić się na etykiecie, ale nie może dominować nad nazwą prawną lub zwyczajową produktu w sposób, który sugeruje inną jego naturę lub skład. Klasyczne pułapki:

  • używanie określeń zastrzeżonych dla określonych kategorii (np. „masło”, „czekolada mleczna”, „sok”), podczas gdy produkt nie spełnia wymogów składu dla tych nazw;
  • nazywanie produktami „wegańskimi” lub „wegetariańskimi” wyrobów, które mogą zawierać śladowe ilości składników odzwierzęcych, a komunikat o możliwej obecności jest schowany;
  • odnoszenie się do surowca, którego ilość w produkcie jest minimalna („jogurt malinowy” z symbolicznym procentem wsadu malinowego i przewagą aromatu);
  • sugestia właściwości zdrowotnych w samej nazwie („detox shot”, „cholesterol killer”) bez oparcia w dopuszczonych oświadczeniach.

Dobrym rozwiązaniem jest test „zdrowego rozsądku”: czy przeciętny konsument, biorąc produkt do ręki i patrząc na front etykiety, zrozumie, czym on naprawdę jest? Jeśli odpowiedź jest niejednoznaczna, nazwa marketingowa wymaga korekty lub wzmocnienia nazwy prawnej obok.

Nazwa produktu – nie marketing, tylko konkret

Nazwa prawna, zwyczajowa i opisowa – co wybrać

Podczas wspólnej pracy nad etykietą pierogi z mięsem dostały nazwę „domowe pierożki babci Eli”. Konsumentom się podobało, ale technolog zapytał: „a gdzie jest informacja, że to są pierogi z farszem mięsnym głęboko mrożone?”. I miał rację – nazwa musi coś mówić o rodzaju i charakterze produktu.

Prawo wyróżnia trzy podstawowe typy nazw:

  • nazwę prawną – zdefiniowaną w przepisach (np. „dżem”,